Co się dzieje w Zespole Szkół Ks. Konarskiego?

  Zainteresuj tematem więcej osób:


Strona 211 z 212

Glos 11-09-18 10:30

Nic nowego....okłamywanie to jego specjalnosc. W ilu sprawach ten facet mija sei z prawdą???!!!! od zawsze!

Odpowiedz Cytuj
Wzburzony 12-09-18 19:48

To prawda, oszukuje i krzywdzi z uśmiechem na twarzy, załatwia ludzi w białych rękawiczkach, bo zawsze inny zawinił a on biedaczek miał związane ręce, nie ma sobie nic do zarzucenia. Zawsze chce pomoc, ale przeciwności losu uniemozliwiają. Cyniczny hipokryta, ksiądz

Odpowiedz Cytuj
Gość 14-09-18 17:12

To prawda. zawsze chętnie wysłucha o życiu i chorobach łudź bo lubi ploty a potem chorych nie wspiera i im karze odejść z roboty. Pokoje przydziela najwyżej jak się da. Innym doradza żeby pracowali na zlecenie bo to opłacalne a potem się okazuje ze na zwykła umowę ma sie dwa razy więcej. Pomocny i dobry czlowiek spowiada innych

Odpowiedz Cytuj
Gość 14-09-18 17:34

"karze"? To napisał/a nauczyciel? Ta przy tej szkole jakaś przychodnia lekarska lub szpital funkcjonuje?

Odpowiedz Cytuj
Ciekawy 15-09-18 12:52

Dziwne rzeczy się dzieją w tej szkole. Ciekawe dlaczego opuszczają ją dzieci dobrych skierniewickich nauczycielek (nawet kosztem dojazdów)? Co wiedza one czego zwykły rodzic nie wie?! Nie ma dla nich warunków i atmosfery, a dla agresorów z wyszczekanymi rodzicami są?!

Odpowiedz Cytuj
Naprawdę???? 16-09-18 13:12

To ile tych "dzieci" odeszło!??? Super pomysł żeby teraz zająć się uczniami!!!! I ich rodzicami!!! Jak się temat wyczerpie to weźcie na warsztat dziadków! A zeby było ciekawiej to może jeszcze nazwiska tych dzieci podacie! Zrobiło się tu nudno i monotematycznie więc może trochę świeżości by dodać.... Zero szacunku, nawet dzieciaki wywleką i skopią....

Odpowiedz Cytuj
Glos 21-09-18 9:52

ALEZ ANALOGIA nic Wam to nie przypomina???... tam jest afera, a u nas nic...
Stryczek to taki sam typ jak PK, z tego wynika... te same chore mechanizmy..pozcytajcie!
KSIĄDZ
W "Wiośnie" w oczy rzuca się niespotykanie wysoka rotacja pracowników. Najczęściej odchodzą ludzie z działu marketingu, który w stowarzyszeniu nazywany jest superzespołem. Superzespół blisko współpracuje z księdzem. Kilkudziesięcioosobowy skład zmienia się tam co roku niemal w całości.

Dlaczego? - pytam Krzysztofa Lisa, który w ub.r. przez sześć miesięcy kierował działem HR w stowarzyszeniu, bliskiego współpracownika ks. Stryczka.

- Kluczem, by zrozumieć to, co dzieje się w "Wiośnie", jest postać księdza – mówi Lis. - Zaraz po odejściu z organizacji przeczytałem kilka książek o osobowościach psychopatycznych i dopiero wtedy w pełni pojąłem wszystkie mechanizmy, jakie zachodzą w "Wiośnie". Nie wolno ich jednak rozpatrywać w oderwaniu od dwóch istotnych elementów, które czynią ten przypadek wyjątkowym. Po pierwsze, Jacek jest duchownym, więc buduje zaufanie u innych w oparciu o koloratkę. Po drugie, używa kuszących sformułowań, na pozór bardzo atrakcyjnych i przyciągających. Tymczasem zasady, o jakich opowiada publicznie, pozostają w ostrym konflikcie z tym, co się tam dzieje.

- Te trzy aspekty, osobowość Jacka, koloratka oraz niesłychana hipokryzja tworzą mieszankę wybuchową – tłumaczy Lis.

Pytam kolejnych rozmówców o ich relacje z ks. Stryczkiem.

Łukasz Miszon był wiceprezesem zarządu, szefem projektów Szlachetnej Paczki i Akademii Przyszłości, w "Wiośnie" od 2011 do 2017 r.: - Po czasie widzę, że pierwszym sygnałem ostrzegawczym była rekrutacja. Ksiądz w czasie rozmowy o pracę zapytał mnie, czy się stresuję. Odpowiedziałem, że coraz mniej. Popatrzył na mnie z kamienną miną: "A powinieneś...".

Ponownie Krzysztof Lis: - Kiedyś powiedział mi wprost: "Ludzie mają się mnie bać". Chwalił się, że odkąd wszyscy się go boją, to ma spokój. Niestety nie potrafił dostrzec, jak łatwo jest przekroczyć tę cienką granicę. Dla niego okazywanie siły i wzbudzanie lęku stało się sposobem na zarządzanie ludźmi.

Pragnący zachować anonimowość koordynator projektów i zespołów "Wiosny", w stowarzyszeniu w latach 2015-2017 r.: - Nowi ludzie często przechodzą szok, bo z góry zakładają, że skoro prezesem jest ksiądz, to będzie szanował innych. A wygląda to inaczej. On sam mówi, że tutaj księdzem nie jest.

Członkini superzespołu, w "Wiośnie" od 2016 do 2017 r.: - Co budzi największą panikę? Spotkania z nim. Nigdy nie wiesz, kiedy zostaniesz wezwany, w jakim ksiądz jest humorze i co powie ci za zamkniętymi drzwiami. Niektórzy po takich spotkaniach biegną do łazienki i się zamykają, inni płaczą na oczach kolegów.

Bliska współpracowniczka ks. Stryczka, odpowiedzialna za jego osobisty PR, w "Wiośnie" od października 2017 r. do stycznia 2018 r.: - Widziałam, jak krzyczał w pracy. To była jakaś błahostka. Wezwał jedną z pracownic i w obecności kilku osób krzyczał na nią przez dobre kilkanaście minut. Trząsł się i był czerwony na twarzy. Wrzeszczał: "Jesteś beznadziejna, nie potrzebujemy takich osób!". Byłam w szoku, nie znałam go takiego. Nagle, jak furia opadła, stwierdził, że mamy dwie minuty na ochłonięcie i wyszedł. A potem wrócił uśmiechnięty. Zupełnie inny człowiek. Powiedział mi później: "Mam nadzieję, że widzisz, że ciebie traktuję inaczej".

Jola Szymańska, youtuberka, dziennikarka, w "Wiośnie" pracowniczka działu PR przez 8 miesięcy w 2015 r.: - Mój pierwszy raz? Kiedyś nie spodobał mu się filmik, który przygotowałam. Wpadł do biura roztrzęsiony. Był w furii, cały spocony. Wezwał mnie do siebie. Przez kilkadziesiąt minut bez przerwy krzyczał. "Ty nie masz pojęcia, kim ja jestem, jesteś beznadziejna, nie nadajesz się do tej pracy!". Zaczął mnie obrażać, myślałam, że się na mnie rzuci. Oskarżył mnie o świadomą manipulację i stwierdził, że daje mi ostatnią szansę. Zapytałam, o jaką manipulację chodzi. Znowu się na mnie wydarł. Moi przełożeni patrzyli w podłogę. Szefowa kopnęła mnie, żebym nie daj Boże już się więcej nie odzywała.

Członkini działu PR, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Przed księdzem nie masz jak się bronić. Słyszysz, że jesteś beznadziejny, ale nie masz prawa zapytać, dlaczego on tak uważa. Prosi, byś przyjął to jako własną winę, spróbował "przekroczyć samego siebie" i walczył o naprawę stosunków.

Pracowniczka "Wiosny", zaangażowana w projekty stowarzyszenia od 2011 r.: - Byliśmy do późnego wieczora na imprezie, podczas której Szlachetna Paczka otrzymywała kolejną nagrodę. Wziął mnie na bok i spytał, czemu się tak kompromituję. Nie miałam pojęcia, o co chodzi, wszystko szło bardzo dobrze, nawiązaliśmy masę nowych kontaktów. Ukryłam się przed nim na dłuższą chwilę. Dopadł mnie po imprezie i zaczął naciskać, powtarzając pytanie. Nie potrafię powiedzieć, skąd ta "kompromitacja". Zmęczenie, późna godzina i ta sytuacja sprawiły, że się rozpłakałam. Dopiero, jak zobaczył łzy, to uśmiechnął się i stwierdził, że w końcu zachowuję się normalnie.

Członkini superzespołu, w "Wiośnie" od 2016 do 2017 r.: - Ja pękałam pod wpływem uporczywego nękania ze strony mojego przełożonego, który był zaufanym prezesa. Płakałam po kolejnym telefonie, SMS-ie, po dziesiątym i piętnastym absurdalnym e-mailu w czasie wolnym, w nocy.

Kilku członków superzespołu opowiada tę samą historię: - Jedna z koleżanek kiedyś zemdlała w pracy. Po raz kolejny. Uderzyła się w głowę, więc odwieźli ją na SOR. Potem mówiła, że Bogu dziękuje, bo przynajmniej odpoczęła od księdza.

Bliska współpracowniczka księdza, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Pamiętam tę sytuację. Jacek, jak się dowiedział, że znowu ktoś zemdlał, rzucił do mnie i kilku osób: "Nie róbcie z tego afery. Pewnie kolejna jest w ciąży".

Członkini superzespołu, w "Wiośnie" od 2016 do 2017 r.: - Mam koleżankę, która nie zgodziła się z tobą spotkać, bo boi się o własne zdrowie. Ma małe dziecko, musi się trzymać. Walczy z traumą. Płakała po każdym spotkaniu z księdzem. Kilka razy wymiotowała.

Bliska współpracowniczka księdza, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Ludzie płakali często. Są takie pokoje, gdzie ludzie się zamykają, żeby się wypłakać. Albo siada się przy laptopie, płacze po cichu i nikt cię o nic nie pyta. To są teksty w stylu: "Myślisz, że jesteś taka fantastyczna? Otóż nie, nie jesteś". Albo: "Nie lubię cię i nic na to nie poradzę, to twój problem". Przeżywasz szok, jak słyszysz takie słowa od księdza.

Pracowniczka działu PR, w "Wiośnie" przez siedem miesięcy w 2017 r.: - Często wspominał, że nie jest osobą, która lubi każdego, ale to nie jego problem: to my mamy się starać, żeby nas lubił.

Członkini działu PR, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Od jakiegoś momentu codziennie płakałam w drodze do pracy. Szłam jak ofiara, która pogodziła się z tym, że będzie wyzywana.

Krzysztof Lis: - Byłem zdruzgotany tym, co zastałem w "Wiośnie". W całej swojej karierze nie widziałem czegoś podobnego. Strach był widoczny na pierwszy rzut oka. Paniczny, chory. Ludzie bali się chodzić do księdza. Chowali głowy, gdy przechodził obok. Stres, nerwy, przerażenie biły od większości pracowników. Spotkania z nim były czymś niewyobrażalnym. Dorośli ludzie i wszyscy wpatrzeni w blat stołu.

Jola Szymańska: - W relacjach z księdzem zaczynasz od bycia zerem. To odwrotnie niż w chrześcijaństwie. Dla księdza Jacka z zasady jesteś nikim. Możesz się starać walczyć, żeby było inaczej, ale jeśli sobie nie odpuścisz i w porę nie odejdziesz z pracy, a nie daj Boże zapatrzysz się w niego jak w obrazek, to skończysz u terapeuty z przekonaniem, że to on miał rację.

Bliska współpracowniczka księdza, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Mówił mi nieraz, że "coś idzie za dobrze i potrzebny jest kryzys". Po prostu, gdy wszystko układało się, brał podpałkę i rozniecał pożar, ogłaszając równocześnie, że on ten pożar ugasi.
Członkini zespołów Szlachetnej Paczki i Akademii Przyszłości, w "Wiośnie" od 2012 do 2015 r.: - Była kiedyś kontrola urzędu pracy. Wytypowano osoby, które zostały odpowiednio przygotowane do kłamania.

Pracowniczka działu PR, w "Wiośnie" przez siedem miesięcy w 2017 r.: - Presja nadgodzin, śmieciówki, nieprzestrzeganie umów. Notoryczne zwodzenie pracowników, obietnice, które okazują się potem bez pokrycia. Toksyczna atmosfera i to, jak ludzie wychodzą stamtąd poharatani, poniszczeni, z nerwicą lękową, depresją, na lekach, chodzą do psychiatry. To by się mogło kontrolerom nie spodobać.

RYTUAŁ
W "Wiośnie" wytworzył się specjalny rytuał postępowania z księdzem. Przypomina mechanizmy opisane przez Ryszarda Kapuścińskiego w "Cesarzu". To zbiór reguł szeptanych sobie z ust do ust. Ich znajomość pozwala przetrwać w stowarzyszeniu dłużej.

Krzysztof Lis: - Sam byłem tego wszystkiego uczony przez najbliższych współpracowników księdza. Co zrobić, żeby się nie narazić, żeby go nie zdenerwować, żeby nie usłyszeć słów, które później staną się traumą.

Bliska współpracowniczka księdza, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Jacek wypytywał nas o sprawy prywatne. Na początku nie wiesz, że to pułapka, aż w końcu orientujesz się, że każde pytanie jest po coś. On mówił: "Możesz mi zaufać, jestem księdzem". I to była masakra. Później wykorzystywał to, co usłyszał. Zbierał informacje jako duchowny, a wykorzystywał je jako pracodawca.

Członkini działu marketingu, w "Wiośnie" od 2016 do 2017 r.: - Informacje o życiu prywatnym wykorzystywał w różnych sytuacjach. Czasem, żeby zbudować zaufanie, czasem, by wprost kogoś zgnębić albo wbić drobną szpilkę. Działał na emocjach. Interesowały go zwłaszcza nieudane związki, trudne relacje z rodzicami, ciężkie dzieciństwo. Opowiadałeś o tym, bo przecież to ksiądz, a ksiądz chce pomóc. Aż w końcu zdawałeś sobie sprawę, że wyciąga te kwestie w sytuacjach zawodowych i kompletnie ryje ci psychikę.

Bliska współpracowniczka księdza, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Pytał, czy z kimś jestem, z iloma facetami byłam. Potem prosił o szczegóły: "Dlaczego wam się nie udało? Czy twój facet miał pretensje, że zostałaś dłużej w pracy? Po co z nim jesteś? Po co ci taki facet?". Kiedyś rzucił: "Zostaw go", a po kilku dniach: "Nie przejmuj się, i tak ci z nim nie wyjdzie, bo tak naprawdę taki, który by ci dogodził, jeszcze się nie urodził". Tego typu teksty były na porządku dziennym.

Członkini działu marketingu, w "Wiośnie" od 2016 do 2017 r.: - Mnie się dostało raz. Przyszłam do pracy, oni właśnie wrócili z weekendu w górach. Bo ksiądz zapraszał pracowników i pracowniczki na wspólne wyjazdy w góry albo do spa. Rzucił do mnie, że mogłam spędzić ten weekend tak jak oni, na wycieczce, a nie w domu z rodziną, to "przynajmniej byłabym szczuplejsza".

Bliska współpracowniczka księdza, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Powiedziałam mu kiedyś, że moi rodzice nie obchodzą świąt, więc w Wigilię nie pojechałam do nich i zostałam sama. Któregoś razu, przy jakiejś rozmowie zawodowej, stwierdził, że mam deficyt ojca-mentora-przewodnika i że on tę rolę przejmie i weźmie na siebie. Mówił: "Potrzebujesz wychowania, poprowadzę cię". Szlag mnie trafił. Poprosiłam, by tego nie robił. A on tylko: "Twoja odpowiedź sugeruje, jak bardzo tego potrzebujesz i że jest jeszcze szansa, żeby cię uformować".

Bliska współpracowniczka ks. Stryczka, odpowiedzialna za jego osobisty PR, w "Wiośnie" od października 2017 r. do stycznia 2018 r.: - Wiele razy mówił mi o sprawach prywatnych naszych pracowników. Na zasadzie: "facet ją rzucił i dlatego ona taka jest".

Bliska współpracowniczka księdza, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Jak usłyszysz od księdza, że jesteś beznadziejna, a jeszcze uzasadni to nie tylko twoją rzekomą nieudolnością w pracy, ale także faktem porzucenia cię przez ojca w dzieciństwie, to trudno nie uronić łzy.

Jola Szymańska: - Z księdzem nigdy nie wiesz, czy masz do czynienia z terapeutą, duchownym, przewodnikiem duchowym, czy prezesem. Te płaszczyzny regularnie na siebie nachodzą.

Pracowniczka "Wiosny", zaangażowana w projekty stowarzyszenia od 2011 r.: - Kiedyś wstawiłam się za zwolnioną koleżanką, z którą był w konflikcie. Usłyszałam od niego, że zachowuję się jak bita żona, która identyfikuje się z oprawcą, a nie z ofiarą, czyli z nim. Miałam wrażenie, że dobrze wiedział, jak raniące jest dla mnie to porównanie, znał moją sytuację życiową.

Bliska współpracowniczka księdza, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Uważał, że dopóki nie opowiem mu o swoich przejściach z młodości, to on mnie nie pozna i nie będzie wiedział, czy może ze mną współpracować. Zastanawiałam się, czy jestem w organizacji pożytku publicznego, czy w sekcie, skoro warunkiem dalszej pracy staje się poinformowanie prezesa o moich trudnych relacjach z ojcem.

Odpowiedz Cytuj
Glos 21-09-18 9:55

WYSTARCZY INICJALY ZMIENIC I JEST HISTORIA Z KLASYKA

Członkini zespołów Szlachetnej Paczki i Akademii Przyszłości, w "Wiośnie" od 2012 do 2015 r.: - Kiedyś powiedział nam, że cała Biblia to historia o optymalizacji. Te dwa światy, dziwnie rozumianego chrześcijaństwa i zasad panujących w naszej organizacji, wzajemnie się przenikały i tworzyły specyficzną mieszankę.

Jola Szymańska: - Jak mantra powtarzane jest tam hasło: "po owocach poznacie". W Ewangelii brzmi to w porządku, ale w religii ks. Stryczka chodzi o to, że w życiu nie wolno się potknąć, bo jeśli się potykasz, to nie przynosisz owoców. A więc jesteś miernotą. Chrześcijaństwo jest miejscem także dla ludzi, którzy się potykają, "Wiosna" - wręcz przeciwnie.

Krzysztof Lis: - "Bohater Wiosny", czyli osoba, która przynosi najwyższe wyniki, niszczy nie tylko siebie, ale też innych. Siebie poprzez graniczne poświęcenie dla pracy. Innych, bo oczekuje się od niego wejścia w bliską relację z prezesem i informowania go o zachowaniach innych pracowników. Bohater ma nie tylko osiągać najwyższe wyniki, ale też pełnić rolę ucha prezesa.

Jola Szymańska: - W "Wiośnie" nie możesz okazywać słabości. Hasło "lubimy ludzi" to hipokryzja. W rzeczywistości w "Wiośnie" wyciskamy człowieka do granic jego możliwości. Badamy, ile wytrzyma, aż okaże słabość. Tak robi i tego uczy ksiądz. Kiedy jesteś wyczerpany psychicznie i fizycznie, przestajesz przynosić owoce, więc znowu jesteś nikim. Wtedy ksiądz daje ci "ostatnią szansę".

Członkini superzespołu, w "Wiośnie" od 2016 do 2017 r.: - Ksiądz wzywał nas i mówił: "To w was jest problem, to wy jesteście słabi"'. Tam panuje religia sukcesu, aż można tym rzygać. Oczywiście, tworzy się dobro, ale pod przykrywką znęcania psychicznego nad pracownikami. Nie liczy się człowiek, jedynie osiągnięcie celu. Tak można funkcjonować, ale tylko przez krótki czas. Dopóki wmawiasz sobie, że wszystko jest twoją winą, dopóki masz wyrzuty sumienia, że poszłaś spać albo do kina, zamiast kolejną dobę siedzieć w pracy, dopóki godzisz się na mobbing, łamanie przepisów prawa pracy, to jakoś przetrzymasz. Tylko że to droga donikąd.

Jola Szymańska: - Dla mnie dużym odkryciem było to, że zachowania księdza są sprzeczne z Ewangelią. Masz się poświęcać ponad wszystko, nawet kosztem siebie. Nikt z zewnątrz nie wie i nie widzi, co dzieje się w środku organizacji. Widać tylko dobro na powierzchni. Ale Kościół ks. Stryczka to nie jest miejsce dla mnie, na pewno nie jest to miejsce dla osób wrażliwych. Problem w tym, że w "Wiośnie" większość osób, które poznałam, to osoby wrażliwe.

Pracowniczka "Wiosny", zaangażowana w projekty stowarzyszenia od 2011 r.: - Moja rodzina zwróciła mi kiedyś uwagę, że mówię o "Wiośnie" jak o sekcie. Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Poświęcasz "Wiośnie" 24 godziny na dobę, idea cię nakręca, jesteś jak na haju. Używasz specyficznego języka. Powtarzasz, że musisz tam wrócić, bo są kolejne wyzwania. "Wiosna" stworzyła inną rzeczywistość, w której zapominasz o świecie realnym.

Jola Szymańska: - W "Wiośnie" musisz bez przerwy udowadniać, że jesteś wart czegokolwiek. Nie jako pracownik, lecz jako człowiek. "Wiosna" to odwrócenie chrześcijaństwa. Bo chrześcijaństwo mówi o tym, że jesteś godny i wartościowy właśnie dlatego, że jesteś i zostałeś zbawiony, z miłości, bo jesteś kochany, jesteś chciany i teraz ważne, żebyś był uczciwy i rozkwitał. Ksiądz postrzega to inaczej.

Odpowiedz Cytuj
Glos 21-09-18 9:57

ROSYJSKA RULETKA
Każdego roku z "Wiosny" w wyniku samodzielnej decyzji bądź w rezultacie zwolnienia odchodzi kilkadziesiąt osób. Zwalniani są ci, którzy nie potrafią "dogadać się z prezesem", "nie pasują do organizacji", "nie umieją ułożyć właściwych relacji z księdzem". Powodem zwolnień bywa także "niezgodność charakterologiczna" z ks. Stryczkiem.

Były członek zespołu PR i przez kilka lat bliski współpracownik prezesa mówi, że księdzu zdarzało się zwalniać ludzi za pomocą "rosyjskiej ruletki": - Zwołał spotkanie menedżerów i szefów zespołów. Nas dwunastu i ksiądz. Kazał opowiadać, jakich mamy pracowników. I nagle rzucał pytanie: "Kogo wybierasz?". To była rzeź. Staraliśmy się wybronić tych, którzy pracowali najdłużej albo najlepiej. Bywało jednak, że wszyscy wywiązywali się ze swoich obowiązków tak, jak trzeba. A on chciał zwolnień, na podstawie swojego widzimisię.

- Może był zmuszony do redukcji etatów? – pytam.

- Nie, po rosyjskiej ruletce zatrudniał na ich miejsce kolejne osoby. Nie chodziło o oszczędności, to mu sprawiało satysfakcję. A my wracaliśmy do pokoju i siadaliśmy obok osób, które zaraz zostaną zwolnione bez żadnych argumentów merytorycznych. Mówiliśmy ich imiona i nazwiska, a ksiądz stawiał przy nich krzyżyk. Do dzisiaj nie wiedzą, dlaczego musieli odejść.

- Nie mieliście poczucia, że łamiecie kodeks pracy?

- Byliśmy zniesmaczeni, że w tym uczestniczymy. Problem w tym, że ja nigdy nie patrzyłem na organizację jako na miejsce, które podlega pod jakikolwiek sąd albo przepisy. Dla mnie to było miejsce święte. Tu się nie mogą dziać złe rzeczy, bo po prostu nie mogą, bo tu pracujemy dla idei.

Członkini działu PR, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Kiedyś żaliła mi się dziewczyna, która nie wiedziała, że wyleciała przez ruletkę. Prosiła, by ksiądz wytłumaczył jej powody zwolnienia. W końcu stwierdził, że "się nie nadawała".

Krzysztof Lis: - Mnie urządził coś, co nazywaliśmy aresztem domowym. Jak zapowiedziałem mu swoje odejście, skierował mnie do osobnego budynku. Kazał mi przebywać w pustym pomieszczeniu, żeby nie musiał na mnie patrzeć.

Koordynator projektów i zespołów "Wiosny", w stowarzyszeniu w latach 2015-2017: - Któregoś dnia, całkiem znienacka, zostałem wezwany przez swego przełożonego na rozmowę w celu rozwiązania umowy. Dostałem wypowiedzenie. Dwa dni później przyszedłem do pracy dogadać warunki rozstania. Spotkałem prezesa, a on zaproponował mi nowe stanowisko. Przyjąłem. Jakiś czas później, po zrealizowaniu projektu w nowym dziale, kiedy rozmawialiśmy o moich nowych odpowiedzialnościach, usłyszałem od prezesa, że "nie jestem gotowy na pracę z nim". Czy zdziwiło mnie, że jednego dnia jestem zwolniony, bo do niczego się nie nadaję, a drugiego otrzymuję awans? Nie, to było na porządku dziennym.

Bliska współpracowniczka księdza, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Prezes najpierw czynił z ciebie gwiazdę. Wymagał pracy do granic możliwości, w imię "przekraczania siebie". Gdy zaczynało odbijać się to na twoim zdrowiu, przejmował kontrolę. Bez uprzedzenia zmieniał warunki umowy i wymagał od ciebie całkiem nowych rzeczy. Następnie ogłaszał, że musisz mu zaufać i jeśli powierzysz mu pracę nad sobą, to wyjdziesz z tego bez szwanku.

Członkini zespołu marketingu, w "Wiośnie" przez trzy miesiące w 2012 r.: - Jedno muszę mu oddać. Już na rozmowie rekrutacyjnej powiedział: "Od nas można łatwo wylecieć".

Bliska współpracowniczka księdza, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Ksiądz napuszczał jednych na drugich. Czasem zmyślał sytuacje, koloryzował. Ktoś podsuwał mu plotkę, a on przedstawiał to jako fakt. Zauważyłam, że czasami szukał wydumanego pretekstu, by z jakimiś osobami zrywać umowy. Czasem miał takie widzimisię, bo ktoś mu się nie podobał. A nie tak prosto jest zwolnić bez powodu człowieka zatrudnionego na umowie o pracę. Wtedy posługiwał się mną. Mówił komuś, że to ja źle oceniam pracę tej osoby i na tej podstawie zwalniał. Oczywiście zmyślał moje opinie. Kilka takich sytuacji udało mi się zweryfikować

Odpowiedz Cytuj
Glos 21-09-18 10:00

Krzysztof Lis: - Mówił mi, że z pracownikami zawsze należy rozmawiać ogólnikami. Namawiał, by sugerować im znajomość faktów, ale nigdy nie przedstawiać konkretów. Jak są fakty, to można się spierać. Gdy nie ma konkretów, to ludzie zastanawiają się, o co chodzi i można nimi manipulować. "Wiosna" chwali się, że jest instytucją feedbacku. W rzeczywistości w informacjach zwrotnych, jakich udziela Jacek, fakty zastępowane są groźbą i niedomówieniami. Pracownikom ogłasza się, że są słabi, bo ponieśli "porażkę w relacjach z prezesem".

Bliska współpracowniczka księdza, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Kiedyś zobaczył nowego chłopaka w koszulce WOŚP. Nie skomentował. Ale potem było zebranie i ktoś rzucił żartem, że odwagi można pozazdrościć temu, kto przyszedł do pracy w koszulce WOŚP-u. Jacek zapytał: "Po pierwsze, kto to jest, a po drugie, kto zatrudnił tego idiotę?". Tygodnia ten chłopak nie przepracował, wyleciał. Prezes ma, łagodnie mówiąc, negatywną opinię o Jurku Owsiaku. Nie lubi konkurencji.

Katarzyna Osiadło, specjalistka ds. content marketingu, w "Wiośnie" od 2015 do 2018 r.: - Pamiętam, jak pochwalił mnie za jeden projekt. Stwierdził nawet, że uronił przy nim łzę. Zaczął dopytywać o szczegóły. Zaskoczyło mnie to zainteresowanie, bo nigdy wcześniej nie chciał ich znać. Ostrożnie zaczęłam odpowiadać, spodziewając się, że za chwilę jak zwykle mi przerwie. A on zadawał pytania i cierpliwie słuchał odpowiedzi. Na końcu spotkania rzucił: "Widzę, że dzisiaj byłaś bardzo rozmowna, więc pozwoliłem ci mówić, ale taka dobra rada na przyszłość we współpracy ze mną: wolę, jak to ja mówię, a inni słuchają". Innym razem zapytał mnie o to, co moim zdaniem źle funkcjonuje w organizacji, bo on chce to zmienić. Odpowiadając, zastanawiałam się, jak tym razem moje słowa zostaną wykorzystane przeciwko mnie. Niedługo później zostałam zwolniona, choć mój przełożony dopiero co przedłużył ze mną umowę i dał podwyżkę.

Bliska współpracowniczka ks. Stryczka, odpowiedzialna za jego osobisty PR, w "Wiośnie" od października 2017 do stycznia 2018 r.: - Najgorsze było to, że Kasia przebywała wtedy na L4, a wcześniej pracowała zdalnie, opiekując się umierającą babcią. Mocno przeżyła jej śmierć, były z sobą blisko. Jacek dobrze o tym wiedział, zresztą sam zgodził się na to, żeby pojechała się nią opiekować. Któregoś dnia rzucił do mnie: "Kasi zmarła babcia, pewnie jest w depresji". Tydzień później wyrzucił ją z pracy. Sugerowałam, że to nie jest najlepszy moment na takie decyzje, ale stwierdził, że załatwi to po swojemu. Byłam w szoku, kiedy dowiedziałam się, że Kasia została zwolniona, a zwłaszcza, w jaki sposób to się stało.

Katarzyna Osiadło: - Ostatnia rozmowa z księdzem siedzi we mnie do tej pory... (cisza) Zostałam zwolniona pierwszego dnia po powrocie z L4 i krótkiego urlopu spowodowanego trudną sytuacją życiową. Zwalniał mnie dyrektor nie z mojego działu, tłumacząc, że "to decyzja księdza". Poszłam więc do niego i zapytałam, jaki jest powód mojego zwolnienia. W trakcie rozmowy trząsł się. Chodziła mu gula, trzęsły mu się głowa i ręce. Wrzeszczał: "Kim ty w ogóle jesteś, jak ty się do mnie odzywałaś! Żałuję teraz, że cię nie zwolniłem od razu, już dawno powinienem to zrobić. Każdemu twojemu nowemu pracodawcy będę mówił, jaka naprawdę jesteś!".

Członkini działu PR, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Mnie raz zdarzyło się odezwać na spotkaniu z nim. Prosił, żebyśmy wskazali, jakie problemy w zarządzaniu dostrzegamy. Powiedziałam o chaosie, który tu panuje. Wezwał moją przełożoną i poprosił, żeby doprowadziła mnie do porządku. Był poirytowany, nazywał mnie pyskatą, stwierdził, że brakuje mi ogłady. Jakiś czas później spotkałam go na imprezie Szlachetnej Paczki. Siadł obok i zaczął mówić z wyrachowaniem: "Jesteś niewychowana, musisz nad sobą pracować, ciężko będzie ci znaleźć jakąkolwiek pracę". Miałam łzy w oczach. Obrażał mnie, a ja przytakiwałam. Uwierzyłam mu, że do niczego się nie nadaję.

Bliska współpracowniczka księdza, w "Wiośnie" od 2015 do 2017 r.: - Najgorsze jest zachowanie księdza i organizacji w czasie, gdy pracownik przebywa na urlopie służącym poratowaniu zdrowia. Jacek wie, że takie L4 to ratunek, żeby nie zwariować. A i tak wysyła e-maile, SMS-y, dzwoni. Ja w pewnym momencie przestałam odpisywać, zbierałam je, żeby wykorzystać w sądzie. To przypominało stalking.

Proszę ją, żeby mi pokazała e-maile od księdza. Przesyła mi kilkanaście z tych, które zachowała. Większość z nich pozostawiła bez odpowiedzi. Otwieram pierwszy z nich, z 31 marca 2017 r. W tytule e-maila cztery kropki: "....".

Ks. Stryczek pisze: "Wiem, że bardzo źle znosisz, gdy do ciebie piszę. Już to bardzo ograniczyłem. (..) Odprawiłem za ciebie Mszę. Odprawiłem za ciebie już wiele Mszy. (..) No, ale ty ze mną nie rozmawiasz. Masz swoje powody. Moja afirmacja Twojej osoby to pokłosie twojego poświęcenia, ale też świadomości tego, jak bardzo walczysz o przetrwanie. Jak bardzo nie masz wielu rzeczy, które są naturalne dla innych.

Ja chciałbym wciąż walczyć o ciebie. Czy pomogłabyś mi w walce o ciebie? W walce o ciebie w Wiośnie? Czy umiałabyś ze mną normalnie porozmawiać, posłuchać, wyjaśnić, dogadać się? Jak dla mnie, nic nie jest zakończone. Wiem, kim jesteś, co z siebie dałaś. Jak wielki ciężar wzięłaś na siebie. I w moim zrozumieniu, jak poraniona, z trudem odnajdywałaś się na nowo. Czy byłabyś gotowa, by dogadać się na nowo…?".

Odpowiedz Cytuj



Wróć do tematów

Adres tej witryny: https://skierniewice.istrefa.com

istrefa gmina Skierniewice | istrefa powiat Skierniewice | istrefa łódzkie | istrefa Polska

Skierniewice - miasto, gmina miejska, powiat Skierniewice, województwo łódzkie - portal lokalny
Kod pocztowy: 96-100 96-101 96-102 96-103 96-104 96-105 96-106


Info

  • Strona nie wymaga rejestracji ani logowania.
  • Każda nowa wypowiedź jest anonsowana na stronie głównej.

Szukaj...


Zgłoś problem...

Zgłoś problem techniczny związany z działaniem portalu.

Zgłoś problem